A ne ne, ono na tym blogu nie padnie ;) Chociaż w pierwszych dniach choroby przeczytałam wszystko na ten temat. Cały internet! :P Gdybym miałam na to wpływ, odebrałabym każdej świeżo zdiagnozowanej osobie dostęp do sieci co najmniej na trzy tygodnie. Człowiek powinien mieć w tym czasie spokój, by stopniowo oswoić się ze swoją sytuacją i zaadaptować nową codzienność. Zamiast tego wczytuje się na forach w ludzkie tragedie i zaczyna popadać w histerię, co może być.
A nic tak nie podkopuje kondycji psychicznej jak strach. Każdego dnia wsłuchujemy się w siebie, szukamy niemalże na siłę jakiś objawów, jakiś potwierdzeń. Nie wystarczy wiedza o tym, że jak będziemy przestrzegać określonych zaleceń i rozsądnie podejdziemy do choroby, to nic nas złego nie spotka. O nie! Przecież jeszcze mogą być uwarunkowania genetyczne, no i nie wiadomo też dokładnie, kiedy organizm zachorował i ile naczyń krwionośnych w tym czasie hat kaput gemacht, nieprawdaż? Ale nic dziwnego, przecież już w szpitalu zadbali o wykształcenie w nas odpowiedniego poziomu strachu. W "zestawach edukacyjnych", podobno mających pomóc oswoić się z chorobą, aż roi się od brzydkich słów na "P". A wystarczyłoby przecież zamieścić same zalecenia bez karmienia naszej wyobraźni wizjami odcinanych kończyn...Po diabła nam te obce nazwy? My musimy wiedzieć jak dbać o nasze ciało i ewentualnie co zgłaszać lekarzowi, nie potrzebne nam drastyczne opisy, co też te objawy mogą oznaczać!
Głęboko wierzę w to, że mamy moc sprawczą powodowania wydarzeń, które nas w życiu spotykają. Przykładem moje trzy choroby autoagresyjne. Z powietrza się nie wzięły. Zapracowałam na nie skutecznie stosunkiem do samej siebie, skłonnością do autodestrukcji, paranoicznym lękiem. Dlatego już od dzisiaj przestań wsłuchiwać się w siebie, zapomnij brzydkich słów na "P" i przestań w końcu o nich czytać! Oprócz postępującej paranoi (też na "P"!), naprawdę nic Ci to nie da! Zadbaj o kondycję psychiczną, wzmacniaj ją i ciesz się każdym drobnym "słodkim" sukcesem :) Najważniejsze jest przecież to, że w końcu wiesz co jest w Twoim organizmie grane, a także co robić, by to móc kontrolować.
Aby rozwiać Twoje wątpliwości ;)
- dwa tygodnie po rozpoznaniu zaczęły mi delikatnie mrowieć nogi przy siedzeniu i "skakał" nerw w oku - co się okazało? Gdy choroba była jeszcze nie wykryta, przy wysokich cukrach wypłukał się potas. Wystarczyło popić regularnie sok pomidorowy, by wszystkie problemy znikły :)
- po rozpoczęciu insulinoterapii rozmywał mi się obraz i znacznie pogorszył wzrok ( a jestem krótkowidzem) - co się okazało? To często występująca reakcja organizmu na insulinę (wzrok może się też nagle polepszyć). Przeszło po trzech dniach :)
Bardzo polecam książkę Louise L. Hay - Możesz uzdrowić swoje życie.
Ta chwila wypełniona jest radością. Decyduje się doświadczać słodyczy dnia codziennego.
:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz