Newsy ze "słodkiego" frontu

niedziela, 10 stycznia 2010

Negacja

"Pierwszą reakcją na rozpoznanie cukrzycy jest zazwyczaj bunt przeciw chorobie jako niesprawiedliwemu, złośliwemu zrządzeniu losu". No, a ja zawsze od dupy strony...

Po wyjściu ze szpitala miałam ambicję udowodnić sobie i innym, że świetnie sobie poradzę. Broszurki edukacyjne napawały mnie strachem od licznych słów na "P", ale ludzkie historie znalezione w sieci utwierdziły w przekonaniu, że nie taki wilk straszny. Kurcze ludzie uczą się, pracują, zakładają rodziny, normalnie żyją, a nawet szaleją czasem :D Dlaczego niby ja miałabym być gorsza? Nie chciałam być jedną z tych, dla których choroba jest idealnym wytrychem do ludzkiej wrażliwości i współczucia, dzięki czemu mogą być traktowani specjalnie, mogą wymagać maksymalnie od innych, a minimalnie od siebie. O nie, przecież ja w chorobie znajdę siłę, przewartościuje swoje życie. "Wiem po co zachorowałam. By być najszczęśliwszą" - pamiętam jak znalazłam ten krótki tekst w jednej z sygnatur na forum, to było niesamowite jak bardzo odzwierciedlał to co czułam w tamtym okresie i jak wiele dał mi do myślenia.
Minęły dwa miesiące, a ja zamiast z ostrego zakrętu wyjść na prostą, wyrżnęłam łbem w parkan. Podczas gdy inni się stopniowo adaptują, moja psychika postanowiła dla odmiany wejść w fazę buntu. Wbrew pozorom nie buntuję się typowo, na zasadzie odrzucenia choroby i wszelkich zaleceń lekarzy. Dalej pokornie mierzę glikemię, obliczam dawki, latam za paskami, próbując prośbą i groźbą zmusić lekarza, by wypisał mi receptę na więcej niż 200/3 m-ce...I to chyba wkurza mnie najbardziej, że mimo wielkiej dbałości, ta choroba tak daje mi w kość! Co z tego, że z podręcznikową precyzją wyliczam jednostki, ważę jedzenie i przestrzegam stałych pór posiłku, jak co chwilę męczą mnie ostre niedocukrzenia (których przecież nie ma prawa być przy takiej skrupulatności!). Po dniu z taką huśtawką w moich oczach można dojrzeć tylko jedno "proszę weź młot i mnie dobij!"...

Różne migawki z codzienności, czy sceny z filmów wywołuje to same obmierzłe skojarzenie - ja już tak nigdy nie będę mogła. Niczym nieskrępowana miłość, szalony taniec na jakimś zatłoczonym przystanku, albo zwyczajny bieg spóźnionej studentki do odjeżdżającego tramwaju - a ne ne nie dla Ciebie koleżanko, najpierw zmierz cukier i zjedz kanapkę, bo inaczej jak 90-letnia babcia zaczniesz się telepać, bełkotać i nie wiadomo co jeszcze kurwa! Spontaniczność nie jest dla takich kalek ja Ty, pozostaw ją zdrowym. Rutyna, przewidywalność, przezorność. Mogłabym je oswoić, gdybym tylko dzięki temu czuła się dobrze...

Otoczenie wzmaga postawę negacji. Zapamiętaj człowieku - przy depresji nie wolno mówić choremu "weź się w garść", przy cukrzycy "nie Ty jedna chorujesz, inni sobie świetnie radzą". To nie jest pociecha, tylko jasny komunikat "A Ty nie". Moja rodzina postanowiła mnie zamęczyć, stale chcą mi udowodnić, że jestem ostatnia w szeregu."Od diagnozy minęły dwa miesiące, a miało się wyrównać w ciągu trzech tygodni" - i co chcesz mi przez to powiedzieć, że coś jest nie tak, odbiegam od normy? Nie widzisz, że ten komentarz, którego nie jesteś w stanie sobie odmówić, potęguje jedynie mój niepokój i stres?! I ten oskarżycielski ton za każdym razem jak widzisz mnie trzęsącą się, skuloną w pościeli "Co znowu źle zrobiłaś/przeliczyłaś/zjadłaś?!" Nie doczytają, nie mają wiedzy, stale pytają o te same rzeczy, albo gadają pierdoły z przekonaniem godnym lepszej sprawy. Czasem myślę, że nie tylko my powinniśmy przechodzić specjalne szkolenia, ale przede wszystkim nasi bliscy. Choć nie na wiele zda się szkolenie, gdy brak dobrej woli...

środa, 6 stycznia 2010

Pierwsze nocne hipo

Pewnie jak wielu z nas, na początku odczuwałam stałą presję, by co 5 minut mierzyć cukier. Nie wystarczała mi świadomość poziomu glikemii na czczo i dwie godziny po posiłku. Zadręczałam się przewidywaniem, co się dzieje w tzw czasie "pomiędzy".

Hm, ok... skoro dwie godziny po jedzeniu jest 125mg%, to ile było w godzinę, a ile tuż po? Czy na pewno w żadnym punkcie cukier nie wahnął się powyżej 135mg%? A co jeśli wyskoczyło ponad próg nerkowy i czy było to punktowo, czy utrzymywało się przez jakiś czas i co się w związku z tym popsuło w moim organizmie?

Można założyć z pewnym marginesem błędu, że szał na monitorowanie "pomiędzy" po pewnym czasie mi minął. Stale jednak nie mogłam pozbyć się lęku o cukier w nocy. Naczytałam się o nocnych niedocukrzeniach i zwłaszcza te niewyczuwalne pachniały mi grozą. Niefajnie jest się budzić ze zużytą strzykawką od Glukagonu i zatroskaną twarzą bliskiej osoby przy boku. Z drugiej strony założyłam sobie, że to cukrzycę dostosuje do życia, a nie życie do cukrzycy.

W życiu miałam zawsze dwa źódła endorfin - słodycze i seks. To pierwsze byłam zmuszona ograniczyć, ale tego drugiego sobie nie dam. Hell no! Więc tego dnia, jak każdego innego, zjadłam porządną kolację, podałam odpowiednio zmniejszoną dawkę insuliny pod intensywny wysiłek fizyczny :D i oddałam się temu, co tygryski lubią najbardziej :P Przy pomiarze przed snem glukometr wyświetlił 84mg%. Zdążyłam pochwalić się za cukier jak u zdrowych, odpędzić natrętną myśl, że Lantus może nie tylko podtrzymuje, ale również i zbija, i zapadłam w głęboki sen szczęśliwego człowieka.

Sen rozwijał się dość obiecująco, wzbogacony o ciekawe wątki erotyczne :D Gdy miłą historię zastąpiła krwawa makabreska, cukier zapewne leciał na łeb na szyję. Co ciekawe już we śnie włączyła się moja świadomość i wiedziałam, że muszę się obudzić. Zaczęłam krzyczeć, próbując przedrzeć się ze snu do jawy, aby ktoś mnie stamtąd wyrwał. Wrzeszczałam, ale nie mogłam wydobyć głosu (typowy sen z niemym krzykiem, bądź z ucieczką w miejscu). Wtedy  zaczęło się to najgorsze uczucie, którego już kilka razy niestety zdarzyło mi się doświadczyć - sen we śnie. Śniło mi się, że ten koszmar mi się śni, a leżący obok mnie ukochany mnie z niego wybudził, tj śniło mi się dokładnie to, co chciałam w tym momencie by uczynił . Koszmar - chcesz się wybudzić, a nie możesz. Trochę tak jakbyś próbował wydostać się z bagna, które Cię wciąga, brrr. W końcu jednak przedarłam się z krzykiem, chłopak mnie usłyszał i potrząsając mną na wszystkie strony, zdołał mnie wyrwać z tej masakry. Łatwo się domyślić, że glukometr wypluł wynik 43mg%...

Pierwszy raz tak wyraźnie doświadczyłam zagrożenia życia. Naprawdę to są sekundy. Od tego czasu zwalczam nową paranoję - strach przed zaśnięciem i nadmierne zmniejszanie dawki insuliny pod kolację. Czasem z miernym skutkiem, wczoraj przesadziłam i przed snem wyskoczyło 256mg%

Na koniec wątek humorystyczny :D Sen we śnie miał też swój wesoły wariant. Wiele razy śniło mi się, że wyłączam budzik, wstaje i idę do łazienki i nie mogłam zrozumieć, czemu wokół stoją ludzie i wrzeszczą na mnie, że mam podnieść tyłek, bo się spóźnię na zajęcia - przecież już dawno wstałam:! D

Uwaga!

Zdjęcia umieszczone na blogu nie są moją własnością. Kliknięcie każdego z nich przenosi na stronę źródła. O ile nie oznaczono inaczej, warstwa tekstowa bloga jest mojego autorstwa i moją prawnie chronioną własnością. Jeśli chcesz skopiować tekst w części lub całości, najpierw zapytaj

Jeśli natrafisz na nieaktualny link na blogu, zgłoś to w komentarzu.