Po wyjściu ze szpitala chciałam schować chorobę w najciemniejsze zakamarki mojego życia. Obiecałam sobie, że nie zdeterminuje ona mojej codzienności (głupota!), że będzie jej dodatkowym aspektem i pozostanie moją "słodką" tajemnicą (jeszcze większa głupota!). W cukrzycy będąc nadmiernie dyskretnym, wiele ryzykujemy. Mimo, że przybrała rozmiary choroby cywilizacyjnej i nazywana jest "jedną z największych epidemii w historii ludzkości", przeciętny człowiek niewiele o niej wie. Niejednokrotnie czytałam o dramatycznych sytuacjach, w których choremu z niedocukrzeniem podano...insulinę. Wstyd się przyznać, ale przed zachorowaniem moja wiedza o cukrzycy równała się obrzydzeniu w stosunku do ludzi, co "se muszą dawać w żyłę" (mdlałam na widok krwi i scen iniekcji). Człowieka słaniającego się na ulicy uznałabym zapewne za obrzydliwego pijaka, czy narkusa, a jeśli już wiedziałabym, że to cukrzyca, to pierwszym skojarzeniem byłoby podać mu insulinę. Trzeba mieć świadomość nikłej wiedzy społecznej i się odpowiednio zabezpieczyć. Podstawą jest poinformować otoczenie o chorobie, bo inaczej w sytuacji objawów hipoglikemii, ludzie mogą pomylić chorego z jakąś patologią społeczną i nie udzielić pomocy. Co trzeba mieć przy sobie:
Ludzie zwracają uwagę na niecodzienne dodatki do stroju, dlatego zawsze, gdy wychodzę sama, zakładam na rękę charakterystyczną, niebieską opaskę. Nie muszę rozpowiadać o chorobie, opaska czyni to niewerbalnie i nienachalnie. Działa naprawdę niezawodnie, wiele osób na uczelni podchodzi do mnie i pyta o cukrzycę, czy samopoczucie. Jednak niektórzy chorzy wstydzą się nosić opaskę na ręku i zamiast tego noszą ją w torebce/kieszeni. Ok, ale w sytuacji zagrożenia życia liczą się sekundy, które będą marnowane na przetrząsanie Twoich rzeczy osobistych, w poszukiwaniu informacji, co właściwie Ci dolega. Coraz bardziej popularne jest też noszenie na ręku, bądź szyi, blaszki z wygrawerowaną informacją o chorobie, grupie krwi, peselu, nr telefonu itd. Być może jest to bardziej eleganckie niż silikonowa opaska, ale moim zdaniem mało funkcjonalne. Przez wygląd normalnej biżuterii mniej rzuca się w oczy.

Sposoby radzenia sobie z hipoglikemią są osobnicze. Każdy musi wypracować sobie własną metodę na poradzenie sobie w takiej sytuacji, na podstawie obserwacji własnego organizmu. Ważne jest przede wszystkim podanie takiego rodzaju i ilości cukru prostego, żeby uniknąć lubiącej iść w parze, paskudnej siostry bliźniaczki, czyli hiperglikemii. Dlatego też nie polecam zajadania się słodyczami. Zawierają one tłuszcz (zwłaszcza czekolada!), który później "podbije" nam cukier. Moim sposobem, a też czytałam najczęściej polecanym, jest wypicie pół szklanki Coli, odczekanie 10-15 minut aż cukier się podniesie, a następnie zjedzenie 2 kromek ciemnego pieczywa (węglowodany wolnowchłaniające się), bądź normalnego posiłku, ale nieprzekraczającego 2-3 WW. Cola działa u mnie natychmiast, ale na krótko, dlatego zazwyczaj udaje mi się uniknąć huśtawki hipo-hiper. Na wypadek sytuacji szczególnych (spora hipoglikemia, omdlenia) noszę zawsze przy sobie saszetkę płynnej glukozy oraz glukagon wraz z instrukcją.
Kartę Cukrzyka można zamówić na stronie
www.mojacukrzyca.org, tam też znajduje się szczegółowa instrukcja. Kartę warto wydrukować i zalaminować, by była łatwo wyczuwalna dłonią. To właśnie z niej osoba niosąca nam ratunek dowie się, że trzeba nam podać cukier/glukagon, a nie insulinę!
Czyli In Case Of Emergency. Numerem tym należy oznaczyć na liście kontaktów w telefonie komórkowym, tą osobą, która będzie w stanie przekazać ratownikowi informacje o naszych chorobach, przyjmowanych lekach, posiadanej grupie krwi itd. Oznaczmy więc osobę rzeczywiście dobrze poinformowaną (bądź wyposażamy ją w kartkę z naszymi danymi) i powiedzmy jej o tym. Dobrze jest też zawrzeć status jaki wybrana osoba ma w odniesieniu do nas, np.
ICE Mama i umieścić ją na samym początku listy kontaktów. Warto również mieć wydrukowaną
kartę ICE, na wypadek gdyby np komórka się rozładowała i nie było dostępu do kontaktów. Aby otrzymać spersonalizowaną kartę ICE, trzeba zarejestrować się na stronie PCK, a następnie postępować zgodnie z zamieszczoną tam instrukcją.
Podstawowa zasada - glukometr zawsze przy sobie! Problem jedynie w tym, że nie zawsze mamy możliwość umycia rąk przed pomiarem, a jak wiadomo nie można dezynfekować miejsca ukłucia, bo nie jest to obojętne dla wyniku pomiaru. Zwykłe chusteczki nawilżające nie nadają się z tych samych względów. Szukałam specjalnych chusteczek dla diabetyków, ale jak zwykle w Polsce takowych nie ma. Znalazłam je dopiero na stronie
Diabete-ezy. Oprócz glukometru niewyjmowanego z torebki, powinien być też drugi w domu. Idealnie byłoby gdyby glukometry były identyczne, ponieważ glukometry różnych firm mają różne zakresy błędu pomiarowego, co pomniejsza efekty samokontroli (naturalnie można przeliczać, ale po co dodatkowo tracić czas?). Nie udało mi się co prawda dostać identycznych, ale moje oba glukometry są przynajmniej tej samej firmy. Odnośnie insuliny, zalecono mi Humalog okołoposiłkowo i Lantus jako bazę wieczorną, więc noszę ze sobą jedynie pen do Humalogu. Na firmowym etui mam przyklejoną kartkę z napisem "Zakaz podawania przy omdleniu", tak na wszelki...