Blog dedykowany jest pewnej obłudnej pani, co to nawiedziła mnie któregoś upalnego dnia i z którą chcąc nie chcąc podpisałam cyrograf własną, mozolnie utaczaną krwią. Dopisała mi jeszcze złośliwie "i nie opuszczę Cię aż do śmierci", dziadyga jedna...Na imię jej nieładnie - cukrzyca typu1. Ot, taki psikus przed 30-tką, żeby haschimoto nie czuło się samotne. W końcu całkiem niedawno straciło swą wierną partnerkę depresję. Aż strach pomyśleć, co też urodzi jeszcze ich wspólna matka autoagresja...
Przyznaję - zachorowałam i sobie nie radzę. Staram się myśleć, że będę ją oswajać, a nie z nią walczyć. Nie będziemy się bić, ponegocjujemy ;)
Przypadkiem trafilam na ten blog i naprawde grat uluje pomyslu,odwagi by mimo wszystko z usmiechem czy nawet ironia podchodzic do tego "slodkiego" intruza ktory wdarl sie w Twoje zycie, sama chor uje na celiakie tez taki maly prezent od losu i jak ty zmagam sie ze swoja "przyjaciolka" klocic sie z nia nie ma sensu bo bez wzgledu na to co powiem i tak mnie nie opusci az do smierci ... powodzenia w boju :) Kasik
OdpowiedzUsuń