Newsy ze "słodkiego" frontu

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Stawianie granic i koloroterapia

Często w zetknięciu z ludźmi, dźwiękami, emocjami, czy zdarzeniami "czuje" kolory. To takie dziwne uczucie, jakby twoja głowa i serce wypełniały się określoną barwą, której nie przenosisz na narząd wzroku. Czasem reagują też kubki smakowe, kojarząc z kolorem smak danej potrawy. Zdarza się też efekt multizmysłowy, gdy dodatkowo czuję różne poziomy zimna, bądź ciepła. Przykładowo Benitio Del Toro wzbudza we mnie ciepło i  wypełnia głęboką żółcią, "gadający" miękko bas Dava Hollanda kojarzy mi się z brązowym, smolistym brzmieniem, gdy dopada mnie furia, głowę zalewa mi czerwień a na języku czuje smak chilli. 

Gdy zachorowałam mózg i serce pochłonęła czerń. Gęsta, lepka, dusząca. Przeraziłam się,bo podobne odczucie pojawiło się podczas depresji, z której przecież już wyszłam. Po jakimś czasie zaczęłam intuicyjnie  "kolorować" chorobę. Wyrzuciłam w kosmos złowrogi czarny nylonik, przenosząc sprzęt do wesołej kosmetyczki. Na stole położyłam jasną serwetę, wydzielając specjalne miejsce na swoje "zabiegi", w którym aż do przesady utrzymuje super porządek. Wszelkie wyniki badań, instrukcje od lekarzy i inne papiery związane z chorobą powędrowały do lśniącej, zielonej teczki. Do dzienniczka samokontroli dokupiłam zabawny różowy długopis i prowadzę go wyjątkowo schludnie. Ostatnio dostałam w aptece igły, które mają niebieskie tłoki  i takie z żółtą nasadką. Aż się przyjemniej zastrzyki robi i szkoda ich wyrzucać, hah! Wyczaiłam też naklejki na glukometr,  ale niestety pasujące tylko do glukometrów firmy Bayer. W łazience stoi specjalny koszyk na kosmetyki i maści pielęgnacyjne, do masażu, do stóp, na siniaki, na pokłucia...Uff, tak, mam fioła!

Absolutnego fioła, żeby nadać cukrzycy określone fizyczne granice. Ona nie ma prawa wychodzić poza ten kawałek stołu, poza ten koszyk w łazience i ten przesadny porządek. Ona nie może dręczyć mojej świadomości uczuciem czerni. Jest częścią mojej codzienności, ale wydzieliłam jej ścisłe terytorium, nadałam całą paletę barw. Zamknięta w jednym kącie nie obciąża innych miejsc wizją bólu i okaleczania ciała. W tym jednym kącie jestem z nią całkowicie pogodzona, w pozostałych zakłócałaby radość z seksu, posiłku, pielęgnacji, czy intelektualnej ciekawości. Poza tym daje mi to uczucie chociaż częściowego panowania nad chorobą, zwłaszcza gdy mimo dużego wysiłku z mojej strony, ona robi ze mną co chce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga!

Zdjęcia umieszczone na blogu nie są moją własnością. Kliknięcie każdego z nich przenosi na stronę źródła. O ile nie oznaczono inaczej, warstwa tekstowa bloga jest mojego autorstwa i moją prawnie chronioną własnością. Jeśli chcesz skopiować tekst w części lub całości, najpierw zapytaj

Jeśli natrafisz na nieaktualny link na blogu, zgłoś to w komentarzu.