Newsy ze "słodkiego" frontu

niedziela, 27 czerwca 2010

Najlepszy lekarz

Chcesz poznać jego dane, to zajrzyj w swój dowód ;) Diabetyku, jesteś dla siebie najlepszym lekarzem!

"Zachorowałem, poszedłem do lekarza, przepisał mi trzy fiolki w trzech kolorach, już jest spoko i się lenie na L4" - powiedzmy to sobie szczerze: takiej kwestii w scenariuszu dla Ciebie nie przewidziano :P Od diabetologa nie dostaniesz gotowej instrukcji i algorytmu postępowania w chorobie. Na szkoleniu nauczą Cię jak obliczać dawki, jak i gdzie się kłuć, kiedy mierzyć glikemię. Po czym klepną w zadek na zapęd i z rękoma pełnymi materiałów dydaktycznych oraz tablicami WW w zębach, wypuszczą w samotny dyskurs z własnym organizmem. Wracasz do domu i z pedantyczną skrupulatnością przestrzegasz diety, pór pomiarów, wyliczasz dawki, omijając jednocześnie szerokim łukiem wszystko to, co mieści się w szufladce: "Nie wiem jak?!". Seks, wypad na rower, obiad na mieście, impreza, skakanie na koncercie - kurna no, gdzie tu znaleźć tablice z zależnością pozycji na pieska i ilości pchnięć od ilości jednostek, o którą należy zmniejszyć dawkę, albo kto odpowie na pytanie, o ile mg% zbija cukier 10 wymachów zadem na parkiecie? Tysiąc pytań, a znikąd odpowiedzi. A przecież jesteś młody i chcesz korzystać z życia i żadna cukrzyca Ci w tym nie przeszkodzi, right? ;) W dodatku Twój dyskurs z organizmem przypomina sytuację w stylu: "Gadał dziad do obrazu". Ty swoje, organizm swoje. A wiesz dlaczego? Bo to nie dialog, tylko monolog. Twój organizm Cię nie słucha, bo Ty go nie słuchasz ;)

Aby zgodnie żyć z cukrzycą, musisz uważnie obserwować reakcje swojego ciała i wyciągać z tego wnioski (najlepiej w formie pisemnej). Traktuj swój organizm jako jedyny w swoim rodzaju, przebieg choroby jest niezwykle osobniczy. Na poziom glikemii ma wpływ nie tylko, to co spożywasz, ale też pora dnia, emocje (np. stres podnosi cukier), czas i intensywność wysiłku fizycznego, miesiączka (ja mam np. zawsze podwyższoną glikemię w tym czasie)i wiele innych czynników. Wypracuj własny, indywidualny "Algorytm Słodziaka" i miej na uwadze fakt, że będziesz musiał go dostosowywać w czasie - cukrzyca zmienia się razem z Tobą ;)

Poniżej część z tego (part 1), co już zdążyłam zaobserwować. Pamiętaj jednak: mój organizm, to nie Twój - nie wszystko musi się sprawdzić w Twoim przypadku.

  • gdy mieszam za sobą węglowodany proste ze złożonymi, posiłek typu: obiad+deser, mam później wysoki cukier (nawet, jeśli bardzo dokładnie obliczę dawkę na cały posiłek); słodycze i wszystkie inne produkty z wysokim IG najlepiej zjeść osobno, np. na II śniadanie lub podwieczorek
  • czasem zdarza się, że wychodzi ze mnie mały żarłok i zjedzony posiłek mi nie wystarcza, miałabym ochotę na coś więcej. Do tej pory po prostu obliczałam dawkę, dostrzykiwałam insulinę i pożerałam, wielce się później dziwiąc skąd cukier 200mg%, skoro tak pięknie wszystko wyliczyłam. Teraz już wiem, że przed decyzją o dojedzeniu do posiłku trzeba koniecznie zmierzyć glikemię. Jeśli np. zjesz trzy kanapki i po półgodzinie masz ochotę jeszcze na jogurt, to cukier wyjściowy możesz mieć 120/130mg% i jogurt (ok. 3WW) podniesie Ci go jeszcze o dodatkowe 120mg%, nawet jeśli podasz pod niego insulinę!
  • nigdy nie zaczynam posiłku przy glikemii powyżej 90mg%. Jeśli cukier jest wyższy, podaję insulinę i czekam aż spadnie. Dopiero wtedy jem, a dwie godziny później cieszę się idealnym cukrem po-posiłkowym.
  • nie planuję wysiłku fizycznego na określoną godzinę, np. obiad zjem o 15, podając połowę dawki, bo o 15:30 idę na spacer. Z doświadczenia wiem, że różnie to z planami bywa i czasem wychodzi się później, niż się chciało - efekt: wysoki cukier, który nie został zbity. Jem obiad, podając dokładnie wyliczoną dawkę, przed spacerem mierzę cukier i jak jest niższy niż 130mg% (a spacer ma być długi), to dojadam 2 kromki chleba i wychodzę.
  • idealna glikemia przed seksem: 140-160mg% (no chyba, że zamierzasz leżeć jak kłoda i napawać się widokiem sufitu :D)
  • obliczając dawkę, zawsze wliczam w nią tłuszcz (podbija glikemię). Mój przelicznik, to 15 g tłuszczu=dodatkowo 1 jednostka. Jednak generalnie staram się nie dodawać tłuszczu do potraw, nie jem parówek (które mają go sporo) i wystrzegam się tłustych serów oraz sosów.
  • uważaj przy podawaniu insuliny, by nie trafić w naczynko (nie wkłuwaj się zbyt głęboko) - wraz z krwią wyleci część insuliny i może Cię potem zaskoczyć wysoki cukier
  • obserwuj swoją przemianę materii - mi wystarczy trochę poruszać się po mieszkaniu, by cukier poleciał w dół

środa, 23 czerwca 2010

Na rozgrzewkę

Miałam już nie pisać. Między innymi z tego powodu, że potrzebny był mi dystans do choroby. Chciałam wyrzucić ją z mojej codzienności, nie fizycznie - bo ze względu na pewną wymuszoną rytualność, to możliwe nie jest - a psychicznie. Innymi słowy, chciałam przestać myśleć o sobie, jak o człowieku chorym i ograniczeniach z tym związanych. And guess what? - udało się!

Lojalnie uprzedzam, że przestawienie myślenia, to droga przez mękę. Lęk o siebie jest jedną z tych wrednych emocji, które powracają jak bumerang i prawdopodobnie, opuszczając świadomość, nigdy nie wychodzą z podświadomości. Wiem to na podstawie moich snów - niby umysł wolny od złych myśli, a w nocy wszystko to się przelewa, kondensuje i wychodzi z najciemniejszych dziur. Mam plan zabrać się za plewienie chwastów w moim id, ale raczej z pomocą specjalistów. Sama boję się mieszać aż tak głęboko ;]

A teraz trochę dla śmiechu (chociaż wstydzę się swojej głupoty), ale też i ku przestrodze: co może wykoncypować mózg bez odpowiedniego firewall'a. Od dnia opuszczenia szpitala, do chwili obecnej wynalazłam w sobie, m.in.:
  • raka piersi (ubzdurałam sobie, że lewa brodawka wchłania się przy założeniu ramienia za głowę i zaraz, tego samego dnia, chciałam się umawiać na mammografię - po badaniu manualnym zostałam wręcz wyśmiana przez ginekolożkę)
  • zgorzel na stopie (obtarłam sobie stopę niewygodnym butem i zrobił się wiśniowy siniak, który nie chciał się wchłonąć przez dwa tygodnie. Oczywiście przeczytałam na ten temat pół Internetu, by po jakimś czasie natrafić na informację: "występuje najczęściej na stopach w postaci czerwono-fioletowego zapalenia skóry" i przeryczeć całą noc, że mam zgorzel i obetną mi stopę)
  • atopowe zapalenie skóry (wyskoczyła mi delikatna wysypka na dekolcie, Internet podpowiedział resztę skojarzeń)
  • karotemię na podeszwach stóp i spodzie dłoni (po przeczytaniu, że cukrzycy mają często zażółcenia od źle wchłanianego karotenu, obejrzałam stopy przy każdym źródle światła, jakie znalazłam, wynajdując zaawansowaną karotemię, co doprowadziło między innymi do dwutygodniowej rezygnacji ze spożywania wszelkich produktów zawierających karoten. Po oględzinach moich stóp diabetolożka popukała się w głowę)
  • i już nawet nie wspomnę, ile brzydkich słów na "P"

Na Blipie jest tagi ładny tag - #japierdole. #cokurwa też nieźle pasuje :D

Uwaga!

Zdjęcia umieszczone na blogu nie są moją własnością. Kliknięcie każdego z nich przenosi na stronę źródła. O ile nie oznaczono inaczej, warstwa tekstowa bloga jest mojego autorstwa i moją prawnie chronioną własnością. Jeśli chcesz skopiować tekst w części lub całości, najpierw zapytaj

Jeśli natrafisz na nieaktualny link na blogu, zgłoś to w komentarzu.