Pewnie jak wielu z nas, na początku odczuwałam stałą presję, by co 5 minut mierzyć cukier. Nie wystarczała mi świadomość poziomu glikemii na czczo i dwie godziny po posiłku. Zadręczałam się przewidywaniem, co się dzieje w tzw czasie "pomiędzy".
Hm, ok... skoro dwie godziny po jedzeniu jest 125mg%, to ile było w godzinę, a ile tuż po? Czy na pewno w żadnym punkcie cukier nie wahnął się powyżej 135mg%? A co jeśli wyskoczyło ponad próg nerkowy i czy było to punktowo, czy utrzymywało się przez jakiś czas i co się w związku z tym popsuło w moim organizmie?
Można założyć z pewnym marginesem błędu, że szał na monitorowanie "pomiędzy" po pewnym czasie mi minął. Stale jednak nie mogłam pozbyć się lęku o cukier w nocy. Naczytałam się o nocnych niedocukrzeniach i zwłaszcza te niewyczuwalne pachniały mi grozą. Niefajnie jest się budzić ze zużytą strzykawką od Glukagonu i zatroskaną twarzą bliskiej osoby przy boku. Z drugiej strony założyłam sobie, że to cukrzycę dostosuje do życia, a nie życie do cukrzycy.
W życiu miałam zawsze dwa źódła endorfin - słodycze i seks. To pierwsze byłam zmuszona ograniczyć, ale tego drugiego sobie nie dam. Hell no! Więc tego dnia, jak każdego innego, zjadłam porządną kolację, podałam odpowiednio zmniejszoną dawkę insuliny pod intensywny wysiłek fizyczny :D i oddałam się temu, co tygryski lubią najbardziej :P Przy pomiarze przed snem glukometr wyświetlił 84mg%. Zdążyłam pochwalić się za cukier jak u zdrowych, odpędzić natrętną myśl, że Lantus może nie tylko podtrzymuje, ale również i zbija, i zapadłam w głęboki sen szczęśliwego człowieka.
Sen rozwijał się dość obiecująco, wzbogacony o ciekawe wątki erotyczne :D Gdy miłą historię zastąpiła krwawa makabreska, cukier zapewne leciał na łeb na szyję. Co ciekawe już we śnie włączyła się moja świadomość i wiedziałam, że muszę się obudzić. Zaczęłam krzyczeć, próbując przedrzeć się ze snu do jawy, aby ktoś mnie stamtąd wyrwał. Wrzeszczałam, ale nie mogłam wydobyć głosu (typowy sen z niemym krzykiem, bądź z ucieczką w miejscu). Wtedy zaczęło się to najgorsze uczucie, którego już kilka razy niestety zdarzyło mi się doświadczyć - sen we śnie. Śniło mi się, że ten koszmar mi się śni, a leżący obok mnie ukochany mnie z niego wybudził, tj śniło mi się dokładnie to, co chciałam w tym momencie by uczynił . Koszmar - chcesz się wybudzić, a nie możesz. Trochę tak jakbyś próbował wydostać się z bagna, które Cię wciąga, brrr. W końcu jednak przedarłam się z krzykiem, chłopak mnie usłyszał i potrząsając mną na wszystkie strony, zdołał mnie wyrwać z tej masakry. Łatwo się domyślić, że glukometr wypluł wynik 43mg%...
Pierwszy raz tak wyraźnie doświadczyłam zagrożenia życia. Naprawdę to są sekundy. Od tego czasu zwalczam nową paranoję - strach przed zaśnięciem i nadmierne zmniejszanie dawki insuliny pod kolację. Czasem z miernym skutkiem, wczoraj przesadziłam i przed snem wyskoczyło 256mg%
Na koniec wątek humorystyczny :D Sen we śnie miał też swój wesoły wariant. Wiele razy śniło mi się, że wyłączam budzik, wstaje i idę do łazienki i nie mogłam zrozumieć, czemu wokół stoją ludzie i wrzeszczą na mnie, że mam podnieść tyłek, bo się spóźnię na zajęcia - przecież już dawno wstałam:! D
Po pierwsze trzeba zachować pewne zasady z cukrem 84 mg% nigdy nie kładziemy się spać, to za niski poziom, który nie gwarantuje nam bezpiecznie przespać noc, zwłaszcza, gdy niedawno miał miejsce wysiłek fizyczny, który dodatkowo może spowodować późniejszy spadek glikemii, przy takim cukrze trzeba dojeść jakiś długo przyswajalny WW, lantus jest bazą,ale może także spowodować spadek glikemii. To takie rady od osoby, która choruje 10 lat
OdpowiedzUsuńNa szczęście wszystko o.k.:)
OdpowiedzUsuńphi... cukier 19 to wyczyn. i do sklepu dojsc i "ueueuebuejekekeiudud" (ze niby "poproszeo butelke pepsi") przywyczaisz sie :)
OdpowiedzUsuń