Dwa tygodnie temu miałam wizytę u diabetologa. Mniej więcej w połowie okazało się, że posłużę za materiał ćwiczeniowy dla studentów. Wiedziałam jak wygląda wywiad z chorym, bo przeżyłam to już w szpitalu. Wówczas było to dla mnie straszne przeżycie. Obezwładniona faktem nieuleczalnej choroby, przerażona wizjami na przyszłość z wielkim trudem odpowiadałam na zadawane mi pytania. Czułam się gorsza, wstydziłam się swoich dolegliwości. Czułam się jak wrak. Wokół mnie grupka dowcipkujących młodych ludzi, a w środku ja - schorowana kobita.
Dzisiaj rolę się odwracają. Ja jestem na luzie, opowiadam o swoich trzech siostrach, uśmiechając się, żartując, a oni tacy poważni, lekko może stropieni moją bezpośredniością. Nie pasuję do wizerunku człowieka obarczonego chorobami. Patrzą i widzą zadbaną, fajną laskę i wiesz co - to jest fantastyczne, że cukrzyca jest taka "niewidoczna".
Idziesz ulicą i nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że nosisz bombę zapalną w sobie. Narzędzia tortur są estetyczne i dyskretne - możesz sobie zmierzyć cukier nie wyjmując glukometru z torebki, a jak już go wyjmiesz, to prędzej ktoś go weźmie za fajny gadżet niż akcesorium medyczne. Podanie insuliny to chwila moment, przy pustej sali w restauracji nie trzeba się nawet chować po toaletach. Jeśli dobrze wyczuwasz niedocukrzenia i panujesz nad nimi, to w zasadzie nie musisz wtajemniczać swoich znajomych, wystarczy, że rodzina wie.
Ta choroba daje możliwość uczynienia jej swoją indywidualną, prywatną sprawą i jestem jej za to niezmiernie wdzięczna. Możesz w pełni ją kontrolować, trzymając jednocześnie za zamkniętymi drzwiami.
Nie wstydzę się jej. To potrzeba intymności mną kieruje. Jak wiele innych kwestii, które określają mnie jako człowieka i które pragnę zachować dla siebie. Poza tym w ten sposób stawiam też granice, odejmuje jej istotności i ciężaru.
zazdroszcze podejscia ;-)
OdpowiedzUsuńtak trzymaj