Newsy ze "słodkiego" frontu

czwartek, 31 marca 2011

Wielkanoc pod mostem

Miesiąc temu dowiedziałam się, że właścicielka mieszkania, które wynajmuję, życzy sobie odwiedzić rodzinę na święta (na co dzień mieszka w Szwajcarii), co się przekłada na fakt, iż mamy wynieść się z mieszkania na dziewięć dni. Woo hah...

Mieszkanie wynajmuję od roku za czynsz i niewielką opłatę. Początkowo wydawało mi się to jakiś niesamowitym fartem, później jednak okazało się, że, aby przystosować lokal do życia, trzeba, m.in.: wstawić nowe drzwi wejściowe, naprawić termę w kuchni, wymienić baterię w łazience, naprawić spłuczkę i tego typu przyjemności. Dobra tam, przełknęłam. Potem doszedł kolejny warunek w postaci wstawienia nowego okna w kuchni. Też zrobione. Ale teraz to kobita przegięła pałę!

Przypominam sobie, że przy załatwianiu formalności była mowa o tym, że baba przyjedzie na Wielkanoc poznać ludzi, którym wynajęła mieszkanie (do tej pory kontakt był wyłącznie przez pełnomocnika). Najwidoczniej zmieniła jednak zdanie... Ale dziewięć dni?! I co, w sensie, że mam zostawić swoje rzeczy, dokumenty, a Ty se przyjedziesz, będziesz jadła z moich talerzy, zaglądała mi w szuflady i jeszcze mam pewnie posprzątać na Twój przyjazd, tak?! Kurwaaaa

Być może jestem jakaś nietypowa, ale ja sobie absolutnie nie wyobrażam, że mogłabym postawić ludzi w takiej sytuacji. Moja mieszkanie - moja brocha, ale jak chcę mieć się gdzie zatrzymać, to go nie wynajmuję - proste. Nie można w taki sposób determinować czyjegoś życia i być do tego stopnia wobec tego faktu obojętnym.

Anyway, postanowiłam dać jej odczuć, jak się tu zapatrujemy na jej wspaniały pomysł. W pokojach pozaklejam szafy i szuflady taśmą klejącą, a cały sprzęt kuchenny typu czajnik elektryczny, grill, ekspres do kawy popakuję w kartony i wyniosę do piwnicy. Podobnie zrobię z naczyniami, garnkami i sztućcami  - wszystko powędruje do pawlacza. Lapka zabieram ze sobą. Zestaw kina domowego jest za ciężki i za dużo przestrzeni zajmuje, więc tylko odłączę i pochowam kable. Piloty lecą do kartonu i do piwnicy, zostanie tylko jeden - do tego jej pierdzącego grata. Telefon stacjonarny pojedzie z nami.

Haha, śmiało babo, przyjeżdżaj. Tylko nie zapomnij zabrać talerzy ze sobą. A i może przy odrobinie szczęścia i dobrej pogodzie złapiesz z kilka kanałów :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga!

Zdjęcia umieszczone na blogu nie są moją własnością. Kliknięcie każdego z nich przenosi na stronę źródła. O ile nie oznaczono inaczej, warstwa tekstowa bloga jest mojego autorstwa i moją prawnie chronioną własnością. Jeśli chcesz skopiować tekst w części lub całości, najpierw zapytaj

Jeśli natrafisz na nieaktualny link na blogu, zgłoś to w komentarzu.