a konkretnie "cherlawy Anusiak", jak to mnie czule nazywa Mąż. Bez obaw, z kultowym synem chłopa mam wspólnego tylko kilka przypadkowych liter w nazwie. Anusia "brzmi gejowato" (ponoć), to zostałam Anusiakiem :D A że cherlawym, to już zupełnie inna historia...
Pewnego niezbyt pięknego i nie za ciepłego dnia nie przyjechała ciocia. Nie zawitała też przez kolejne sześć dni, a tymczasem ciało puchło, a w podbrzuszu działy się dziwne dziwy, jakby zaraz miał z niego wyleźć Obcy. Zaraz więc w trybie zaawansowanej hipochondrii łamiącym się głosem zawyłam w słuchawkę ginekolożki, umawiając na "najszybszy możliwy termin, bo coś jest proszę pani doktór nie tak". Podczas wizyty na słowa "prawdopodobnie ciąża" zachwiałam się lekko, by w chwilę później popaść w stan niemalże przedzawałowy, gdy już wybrzmiały ostatnie sylaby mar-ke-rów no-wo-two-ro-wych. Noc minęła mi bezsennie, ale jakże twórczo - takich scenariuszy i sam Lynch by się nie powstydził. Jak tylko kur zapiał, poleciałam dać sobie utoczyć krwi, by następnie przez pół dnia udawać, że pracuję. O 17 odebrałam kopertę z wynikami i przez następne 10 minut bałam się ją otworzyć. Gdy już zobaczyłam, że raka nie mam i w ciąży nie jestem, kazałam to sobie dwa razy powtórzyć przez przypadkowy personel przychodni. Ehe, fakt - nie lubią mnie już tam. Zupełnie nie wiem dlaczego, przecież już szmat czasu upłynął, od kiedy próbowałam im wmówić, że mam kamicę nerkową :D
Koniec końców pani spóźnialska raczyła się zjawić. Z zaledwie 17-dniowym poślizgiem... I to jeszcze w dodatku wyjątkowo bezczelnie, bo najpierw tyle co kot napłakał, a później tsunami, a Obcych to chyba cały statek. Uparcie szukałam więc wroga, ale cukrzyca miała alibi - piękna normoglikemia. No to lecimy: ferrytyna, żelazo, ft4 - got ya, tarczyca! Ech, i Ty Brutusie? To ja posłusznie, dzień w dzień łykam euthyrox, a Ty mi tu ft4 obniżasz?! Phi. No i czo, i żelazo się wściekło i też se spadło - do 28, a zaraz z nim i ferrytyna - do 11. No i przyszła męda jedna, anemia.
W efekcie łykam sobie żelazo, którego ewidentnie nie lubi mój żołądek i telepię się jak 100-letni dziadek z babcią. W weekend próbowałam sprzątać mieszkanie (wersja skrócona = same podłogi + łazienka), to myślałam, że nigdy tego nie skończę - tak się zzipałam. Dzisiaj ledwo doczłapałam się po zakupy. Włosy lecą mi jak oszalałe, niedługo zacznę je chyba na peruki sprzedawać. Stan cery przemilczmy, bo jeszcze lustro pęknie, a szkoda by było, bo takie ładne, amerykańskie... O matko i córko! Cóżeś mi uczyniła z ciałem mojem moja krnąbrna tarczyco tym gruczołem swojem?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz